Oglądasz 1-8 z 8
-
Wpisów 8
-
Odwiedzin 258
-
Bloguje (dni) 610
Info: Hmmm, no cóż - pracuję w laboratorium, gdzie dokonujemy różnych, często wstydliwych, eksperymentów ...
Oglądasz 1-8 z 8
Info: Hmmm, no cóż - pracuję w laboratorium, gdzie dokonujemy różnych, często wstydliwych, eksperymentów ...
1 rok temu (30.5.2010)
1 rok temu, 13:39
1 rok temu, 13:31
1 rok temu, 13:22
Części zamienne. Bagażniki. Wagner R.,Spiegel P. - Katowice
Kiedy wchodziłem do wnętrza sklepu może nie spodziewałem się faceta w beretce z antenką, czytającego do góry nogami książkę "Klient - zło konieczne.", ale i tak byłem POZYTYWNIE zaskoczony. Za ladą zobaczyłem siwego, dystyngowanego pana, o aparycji Herberta von Karajana, który uczęszczał chyba - jak sądzę - na lekcje emisji głosu, albowiem wysławiał się łagodnym barytonem, nienaganną polszczyzną, dbając o dykcję i odpowiedni rozkład akcentów. Niewiarygodne... SKLEP Z CZĘŚCIAMI SAMOCHODOWYMI (!). No cóż, ale przejdźmy do konkretów...
Ceny: naprawdę atrakcyjne - dotyczy to głownie bagażników firmy THULE i części do aut niemieckich.
Współczynnik "dotrzymywania słowa": 0,99 ! Jeśli klient umawia się na drugi dzień, na godz. 10 po odbiór części, to są one do odbioru nazajutrz o godz. 10.00. Amen.
Traktowanie klienta - perfekt! To nie jest przeciętny sklep, gdzie zbieranina jakiś tam przypadkowych chłopków patrzy na klienta zmęczonym wzrokiem i z wyrzutem (o ile w ogóle raczą go zauważyć), ale miejsce gdzie petent czuje się DOCENIONY I WAŻNY.
Może to przypadkowy zbieg okoliczności, ale wystarczy spojrzeć na szyld sklepu. Niemiecko brzmiące nazwiska mają tu chyba coś na rzeczy...
1 rok temu, 13:21
Boże, jakie to wielkie - pomyślałem, kiedy zobaczyłem tę budowlę po raz pierwszy. Budynek jest faktycznie na tyle duży, że praktycznie nie da się go sfotografować inaczej, niż z orbity. Można pokusić się oczywiście o wykonanie panoramy, niemniej jednak szkoda karty pamięci na - powiedzmy sobie szczerze - ten szajs. Z architektonicznego punktu widzenia - przynajmniej z zewnątrz - nie ma tam nic ciekawego do utrwalenia na zdjęciu. No ale nie można architekta projektującego całe życie stodoły oskarżać o to, że jego kolejny projekt to również stodoła, w sytuacji gdy klient nie ma gdzie przechowywać słomy. Po prostu ten rodzaj budynku ma spełniać raczej praktyczne funkcje i trudno wymagać, żeby przy okazji wyglądał jak British Museum. In plus można zaliczyć sporą ilość światła wpadającą do wnętrza i sporą ilość miejsc parkingowych. W środku, w centralnym "placu", kiczowata fontanna. Klienci wrzucają do niej monety, odławiane potem przez umorusane dzieciaki z pobliskich "familoków". Jest również niezłe kino, dobry, duży i w miarę tani sklep Saturna, Komputronik, fajny Empik, trochę barów i restauracji i lody Grycana. Reszta to 87 374 butiki, gdzie koszula kosztuje średnio 800 euro, a znudzone brakiem klientów sprzedawczynie zajmują się głównie pisaniem sms-ów (do swoich Valentino z "siłki") i pełnym nabożnego skupienia, pedantycznym nakładaniem lakieru na paznokcie.
Pomijając dni "wyprzedażowe" - kiedy to tabuny omamionych prostymi socjo-sztuczkami ciołków miotaja się po sklepach, jak w amoku - Silesia jest nawet przyjemnym miejscem na spędzenie paru godzin w gronie rodziny. Można tu coś zjeść, zaliczyć kino (albo zaliczyć kogoś w kinie), odchamić się w księgarni, ew. kupić żarcie dla przeklinającej papugi. Jak na warunki katowickie nie jest źle (tzn. granatnik M79 zostawiamy w samochodzie) i można z czystym sumieniem polecić to miejsce. Mężowie mogą wysadzić tu swoje żony, żeby brykały sobie po butikach, żony mogą "zgubić" mężów w Saturnie, a dzieci naciągnąć starych na lody i rurki z kremem u Grycana. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Serio.
1 rok temu, 13:07
Kiedy wchodziłem do wnętrza sklepu może nie spodziewałem się faceta w beretce z antenką, czytającego do góry nogami książkę "Klient - zło konieczne.", ale i tak byłem POZYTYWNIE zaskoczony. Za ladą zobaczyłem siwego, dystyngowanego pana, o aparycji Herberta von Karajana, który uczęszczał chyba - jak sądzę - na lekcje emisji głosu, albowiem wysławiał się łagodnym barytonem, nienaganną polszczyzną, dbając o dykcję i odpowiedni rozkład akcentów. Niewiarygodne... SKLEP Z CZĘŚCIAMI SAMOCHODOWYMI (!). No cóż, ale przejdźmy do konkretów...
Ceny: naprawdę atrakcyjne - dotyczy to głownie bagażników firmy THULE i części do aut niemieckich.
Współczynnik "dotrzymywania słowa": 0,99 ! Jeśli klient umawia się na drugi dzień, na godz. 10 po odbiór części, to są one do odbioru nazajutrz o godz. 10.00. Amen.
Traktowanie klienta - perfekt! To nie jest przeciętny sklep, gdzie zbieranina jakiś tam przypadkowych chłopków patrzy na klienta zmęczonym wzrokiem i z wyrzutem (o ile w ogóle raczą go zauważyć), ale miejsce gdzie petent czuje się DOCENIONY I WAŻNY.
Może to przypadkowy zbieg okoliczności, ale wystarczy spojrzeć na szyld sklepu. Niemiecko brzmiące nazwiska mają tu chyba coś na rzeczy...
1 rok temu, 13:04
Śliczne i bardzo nadobne goloneczki. Muszę przyznać, że są perfekcyjnie wygolone. Dawno nie widziałem tak ładnie ogolonej nogi - nawet u koleżanek w pracy. Przy czym są nieźle zapeklowane. Bardzo, bardzo głębokooooo - oh, yes, Baby... Smakują dosłownie do samej kości...
WC w pubie stanowi klasę samą dla siebie. To najbardziej zaawansowany technicznie wychodek z jakim miałem kontakt w życiu. Dosłownie WSZYSTKO wyposażone jest w fotokomórkę. Z jednej strony jest to fajne, a z drugiej nieco ... dziwaczne. Żeby urządzenia działały muszą wykryć w polu widzenia czujki jakiś ruch. Ponieważ cykle uruchamiające ten stuff są dość krótkie, użytkownik pisuaru lub muszli musi cały czas się poruszać, bo po ciemku niewiele tam zdziała. (to znaczy może zdziała, ale niekoniecznie trafiając do celu). Trzeba się zatem przyzwyczaić do wykonywania różnych - skoordynowanych lub nie - ruchów podczas załatwiania potrzeb fizjologicznych. Po 3 piwie idzie już łatwiej i jakoś tak "samo wychodzi". Aha, WC jest BAAARDZO czyste. Rewelka. Żadnych niepożądanych zapachów.
Polecam.
1 rok temu, 13:02
Pomijając dni "wyprzedażowe" - kiedy to tabuny omamionych prostymi socjo-sztuczkami ciołków miotaja się po sklepach, jak w amoku - Silesia jest nawet przyjemnym miejscem na spędzenie paru godzin w gronie rodziny. Można tu coś zjeść, zaliczyć kino (albo zaliczyć kogoś w kinie), odchamić się w księgarni, ew. kupić żarcie dla przeklinającej papugi. Jak na warunki katowickie nie jest źle (tzn. granatnik M79 zostawiamy w samochodzie) i można z czystym sumieniem polecić to miejsce. Mężowie mogą wysadzić tu swoje żony, żeby brykały sobie po butikach, żony mogą "zgubić" mężów w Saturnie, a dzieci naciągnąć starych na lody i rurki z kremem u Grycana. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Serio.
1 rok temu, 12:58
Jeśli lubisz używać po prostu pojedynczej szczoteczki do zębów, a na przekąskę jadasz 15 pieczarek w małym słoiczku z Tesco, to nie jest to miejsce dla Ciebie. Jeśli jednak jesteś stomatologicznym purystą i po jednokrotnym użyciu szczotki, sięgasz po następną, a na dodatek lubisz jeść grzyby z dwudziestolitrowego wiadra, to poczujesz się w Makro jak u siebie. Największy problem z tym sklepem to fakt, iż jest to w zasadzie hurtownia. Możesz kupić 50 sztuk Kremu Pod Lewe Oko Na Noc. Problem w tym, że nie wykorzystasz tego w tym, ani w następnym, ani nawet w kolejnym życiu (kiedy to i tak możesz być np. marchewką). Z drugiej strony można przeboleć zakup dobrej jakości taśmy klejącej firmy 3M, bo pakowana po np. 3 sztuki kosztuje 15 zł, a jest szansa, że ostatni kawałek zużyje najbliższa rodzina, oklejając Ci żuchwę na łożu śmierci. Dlatego też na takie okazje warto w Makro zapolować. Jeśli jeszcze na dodatek ubierzesz się w grubą, wiszącą na wieszaku obok wejścia do chłodni, kufajkę - to masz unikatową szansę pobrykania po wnętrzu ogromnej lodówki, w której w tym sklepie przechowuje się mięso. Z moich doświadczeń wynika, że wytrzymasz całe 5 minut, zanim Twoje kończyny odmarzną i zrobią się czarne (ulegając martwicy) a Ty na zawsze wykreślisz ze swojego słownika pojęcia: "manicure" i "Zrobię to Dzisiaj Ręką". Tych kilka minut jednak to aż nadto, żeby złowić Unikatową Szynkę Mastodonta, czyli potężny kawał mięsa, otulający wielgachną kość anonimowego bydlęcia, które za życia ważyło chyba ton 15, a wydobyte zostało z czeluści jakiegoś zapomnianego przez Boga szkockiego torfowiska przez archeologów Makro Cash&Carry. Ostatni raz widziałem coś takiego na filmie "Flinstonowie" i naprawdę nie myślałem, że kiedyś zobaczę coś takiego na żywo i to w polskim sklepie... A jednak - w Makro leży sobie po prostu w zamrażarce, przykryta rzuconymi od niechcenia, pakowanymi po milion sztuk, parówkami z Sokołowa.
Ciekawe miejsce. Polecam.